This is the woman’s world

dodany 13 grudnia 2010 przez cziko

Obejrzałem dzisiaj irański „Kobiety bez mężczyzn” , reżyserstwa Shirin Neshat. Film nie daje zbyt dużo nadziei. I nie kończy się happy end’em. U Shirin Neshat nie wszystkie kobiety są silne. Jedna z nich próbuje popełnić samobójstwo. Druga dziewczyna jest bardzo słaba.

Poniżej top 10 piosenek o kobiecej sile. Odrzuciłem wszystkie te, w których siła wynika z miłości, a nie z kobiecości jako takiej („Natural woman” Arethy Franlin odpadło – za dużo tam miłości ;)
Read the rest of this entry »

Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »

Hamlet, you dirty bastard!

dodany 30 października 2010 przez cziko

hamlet.jpgHow could you! How could you say such words to Ophelia! That you deceived her, that you never loved .. how could you! Surely you deserve to die, poor Ophelia, she threw herself into the river … He can not even attain the honor of a normal funeral as shie committed the sin of a suicide. Oh, Hamlet, thou heartless creature! I have no words for you!

Just listen to yourself, just listen!
(becouse this is very good beat)

Saltillo – A hair on the Head Of John The Baptist

(lyrics come from Act 3, scene I of „Hamlet” by William Shakespeare)

Oh.. and one more thing Hamlet…
hey1.jpg

Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »

Wieczór z Latin Playboys

dodany 11 października 2010 przez cziko

fishnets.jpg Latin Playboys – Manifold De Amour

Mam 35 lat, doktorat z nadprzewodnictwa i dziś wróciłem z udanego odczytu w Toronto. Jeszcze na jet-lagu, ale wciąż pełen energii, miałem ochotę to opić. Piękną jesienną porą, przy zapalonych świecach i perfekcyjnie czystych kieliszkach chciałem na starym odtwarzaczu Grundiga puścić Duke’a Ellingtona.

W zasadzie wszystkie rekwizyty przedstawienia, którego chciałem być reżyserem, miałem już w zanadrzu. Wiedziałem że muszę się jeszcze przemóc w jednej kwestii… hmm… dziś w wyszukiwarce pierwszy raz wpisałem „domy publiczne w trójmieście”…

Błogosławcie tryb incognito w przeglądarce! Wydawałoby się że temat jasny i jednoznaczny – jestem sam, nie jestem już dzieckiem i mam ochotę dziś w nocy otworzyć najdroższe wino (Chateau Haut Brion, ponad dwa klocki, syna się nie doczekałem więc otwieram dzisiaj) i spędzić z kimś noc, nie oglądając „Szklanej pułapki” w telewizji z ręką w gaciach.

„Podyskutujmy o przestrzeni publicznej w Gdańsku” – tytuł pierwszego linku mówi mi że prostytutki w trójmieście to nie jest popularny temat. Jak tryb incognito to tryb incognito. Po przeklikaniu (przeklinaniu) kilku pierwszych stron trafiłem na stronę z anonsami. Przynajmniej jakiś trop. Porucznik Columbo łypie na mnie z holywoodzkich zaświatów z uznaniem.

Nie pomnę na opisy niewiast – kulturalnego człowieka nie będę męczył lingwistycznym szambem (jeśli to któraś z pań, właśnie czyta, proszę o wybaczenie i chylę czoła – piętnaście wieków rozwoju naszego ojczystego języka wystrzelić w niebyt i posługiwać się jedynie czterema słowami – tego w szkołach nie uczą (chyba?) – i warto docenić). Aż trafiłem na jedno piękne nie-szambo. Było o Dostojewskim, był fragment liryki Baczyńskiego, było o sile rozumu, było o błędnych ścieżkach wytyczonych sercem. Ach, mon amour!

„Aby otrzymać kontakt, wyślij sms na numer ….” koszt 19 zł, pal to licho. Dostaję jej numer telefonu, gg i skype. Pełna profeska. Dzwonię. Cisza. Jeszcze raz. Cisza. Hmm.. poczekam. Na Wikipedii odświeżam pamięć o Dostojewskim. Wyrywkowo czytam Baczyńskiego. Z półki ściągam „Krytykę czystego rozumu” Kanta i czytam co piętnasty akapit co trzydziestej strony. Jestem podekscytowany zdaniem „Lecz wszelkie próby by o nich przy pomocy pojęć orzec coś, co by rozszerzyło poznanie nasze, obracały się przy tym założeniu wniwecz„. Włączam telewizję i wsadzam rękę w gacie.

Po 23 dostaję smsa „sms proszę, Natalka”. Ach, to ona! Odpowiadam: „Chciałbym się z Panią spotkać…” – kurwa, jak to wieśniacko brzmi, ale co tam, wysyłam. „Ma pan czas w poniedziałek?”. Hmm.. dziś czwartek, wytrzymam do poniedziałku? „tak, jak najbardziej”… Odpowiedzi nie dostałem. Znowu włączyłem telewizję, obejrzałem 997 na dwójce (bez ręki w gaciach) i poszedłem spać.

Latin Playboys – Crayon Sun

Podczas weekendu wysprzątałem mieszkanie. Porozrzucałem niby bezładnie „Playboya”, „Zwierciadło”, „Logo” i „Wysokie Obcasy” żeby pokazać iż umysł mój chłonny. W poniedziałek miałem zajść na uczelnię, ale przełożyłem wszystko na wtorek. W poniedziałek czekałem. O 16 napisała smsa „Proszę podać adres, będę o 19″. Uśmiechnąłem się do siebie i odpisałem. Czekałem, zastanawiając się czy nie obejrzeć „Pretty woman”, ale potem pomyślałem że i tak nigdy nie będę Richardem Gerem.

O 18 panika. Zapalam świeczki, sprawdzam wino, pięć razy przebieram bokserki i upewniam się że prezerwatywy są na swoim miejscu. Pod ręką telefon do pizzerii, a w lodówce nugettsy i mrożone canelloni. W barku każdy możliwy rodzaj alkoholu, w lodówce woda gazowana, niegazowana, cola, sprite, sok pomarańczowy i porzeczkowy. Na sobie mam Diore homme Sport, bo Jude Law mnie przekonał w reklamie. W szafie pięć czystych prześcieradeł, w razie czego, jakby mi kazała zmieniać w ciągu nocy. 18:33. Czekam.

O 19:17 domofon. „Cześć, jestem”. „Trzecie piętro”. Zostawiam otwarte drzwi wejściowe, włączam Duke’a Ellingtona, szukam ulubionego utworu, słyszę pukanie i mówię „wejść!”, szukam dalej. Znalazłem!

Duke Ellington – It don’t mean a thing

„Ja się tylko rozejrzę” – słyszę męski głos. I widze jak dwóch osiłków wchodzi do mojego mieszkania.
- Hej, hej, panowie, co jest?
- to pan zamawiał Natalkę?
- nooooo… tak.
- ok, rozejrzymy się tylko czy nie jestes psychol. Zasady pan zna: my siedzimy na dole pan robi swoje. Płatnośc z góry, 600 zł proszę.
Zapłaciłem. Weszli do kuchni, jeden powąchał wino, drugi podotykał ręczników, rozejrzał się po pokoju i wyszli oboje. Jeźdźcy apokalipsy.

Wtedy weszła Natalia.

Latin Playboys – Chinese Surprise

- czeeeść – powiedziała zalotnie i poprawiła włosy. Nie byłem pewien czy dziewczyna ze zdjęć wyglądała podobnie, tamta wydawała się szczuplejsza. Ale co tam.
- cześć Natalio, miło że jesteś. Jesteś głodna?
- hihihihih, nie, no co ty.
- hm, spoko, tak tylko pytam – uśmiechnąłem się – czego się napijesz?
- hihihi, a co masz?
Gdy wymieniłem wszystko:
- ale super, porzeczkowy! chcę!

Zaprosiłem ją do pokoju. Otworzyłem Chateau Haut Brion (czułem jak dwa tysiące złotych spływa mi po nogawce) i nalałem jej lapmpkę.
- hihi, głuptasie, nie lubię wina.
- przepraszam za to uchybienie – uśmiecham się – ale czyż uchybieniem nie była zbrodnia Raskolnikova? czasem uchybienie staje się sensem naszego życia…
Natalia spogląda na mnie jak na psychola.
- Przepraszam – mówię- Moją pasją jest literatura Dostojewskiego.
- aaa, też czytałam! podoba ci się „samotność w sieci”?
- ale „Samotność w sieci” pisał Wiśniewski…?
- hihi, no tak, o ja, powaliło mi się! to może nalej mi wina! O jezuuuu, ale ty masz dużo książek!
- trochę się nazebrało, znasz Baczyńskiego?
- no co tyyyy. też go znasz?
- może bez przesady, ale znam kilka wierszy
- beka! a znasz starszego Maćka czy młodszego Piotra?
- wydawało mi się że ma na imię Krzysiek Kamil
- a to nie. to pewnie z innego technikum.

Wypiłem duszkiem ćwierć litra wódki. „Jebać to” – pomyślałem, a słowa te nabrały dość literalnego sensu wobec tej dziewczyny. Pogadaliśmy jeszcze chwilę o samochodach, a ja wypiłem jeszcze dwie lampki wina, z której każda była warta 100 zł. Potem ciągnąłem Chateau Haut Brion prosto z gwinta, a Natalia pomagała mi pić, przechylając butelkę gdy miałem ją w ustach. Potem brutalnie pchnęła mnie na łóżko.
- uu, podoba mi się – powiedziałem, ale wtedy trzepnęła mnie w pysk.
- pij – powiedziała.
Piłem. Zamknąłem oczy i pomyślałem że dobrze ją mieć przy sobie.

Nie wiem kiedy, ale zauważyłem, że jej ciosy w mój policzek stały się mocniejsze.
- uspokój się – powiedziałem i otworzyłem oczy, ale zamiast Natalii, widziałem tylko twarz dresiarza, który właśnie w tej chwili trzepnął mnie w mordę
- uspokój się, kurwa – powiedział. Widziałem jak Natalia wynosi mój telewizor. Krzyknąłem i dostałem tak że zasnąłem znowu snem sprawiedliwego…. Widziałem jedynie resztką świadomości że łysy pije moje Chateau… Chuj jeden.

Latin Playboys – Forever Night Shade Mary

Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »

fool in the rain

dodany 8 października 2010 przez cziko

rain451.jpgTo miało być łatwe. Ot, normalna rozmowa. Jak faceta z facetem. On potrzebuje mnie, ja jego pieniędzy… nie jestem jakimś alfonsem, żeby było jasne, po prostu szukam pracy. Takiej normalnej, ciężkiej pracy, która pozwoli mi każdego pierwszego zachlewać się jak wieprz, która pozwoli wrócić mi styranym z wypłatą w ręku (jeśli preferują przelewy na konto, nie ma problemu, od razu wypłacam całość) i dzięki której każdego pierwszego zacytuję sobie Walta Whitmana:
O kapitanie, mój kapitanie, nasza straszliwa podróż skończona,
Oto nagroda przez nas zdobyta, statek przeszkody wszystkie pokonał.

Po czym nalewam w gardło setkę tudzież zawartość zgrabnej niczym miss Pruszkowa puszki piwa.

To miało być łatwe. Praca jako ochroniarz w Muzeum Zegarów Wieżowych w Gdańsku. Kiedyś nawet miałem ambicje zostać historykiem, ale nie wyszło. W sumie dużo rzeczy mi nie wyszło. Nie, Budka Suflera to nie jest mój ulubiony zespół, żeby było kurwa jasne – choć lat mam tyle co stary Cugowski. Led Zeppelinów, owszem, posłucham, ale jak słyszę „Znowu w życiu mi nie wyszło” to myślę iż to Ironia we własnej osobie w swym olśniewającym blasku objawiła się Krzysiowi C. i kazała napisać największy gniot polskiej muzyki rozrywkowej. Numer jeden w rankingu na najpopularniejsza piosenkę weselną.

Oprócz kariery historyka marzyła mi się również kariera artysty. Ot, coś tam nabazgrałem na płótnie, jakiś nawet wiersz popełniłem niejeden. Ale żona wyrzuciła jak mój tomik znalazła, z wymownym wierszem, pięknie wprowadzającym w świat podmiotu lirycznego, o być może nie do końca przemyślanym tytule „No i chuj ty stara ruro”.

No więc tedy szedłem na rozmowę z Panem Dyrektorem. Z pewną dozą pewności siebie i jeszcze większą dozą alkoholu we krwi. Praca wydawała się łatwa – siedzę w kanciapie i zerkam to na jedną to na drugą kamerkę, pijąc Żółąd de luks. Pan Dyrektor znalazł dla mnie czas o 18, umówieni byliśmy przed ratuszem. Był późny listopad więc ciemno. Padało. Idę i widzę jakiegoś typa. Pan Dyrektor – spojrzał się na mnie i uśmiechnął. No się tak przyjemnie miło zrobiło że aż przypomniałem sobie „Strangers in the night” Sinatry

Something in your eyes was so inviting
Something in you smile was so exciting
Something in my heart told me I must have you

Uścisnęliśmy sobie dłonie, Dyrektor spojrzał na mnie i od razu uśmiech mu zszedł. Wciągnął trochę powietrza nosem i zapytał: „Pan raczył pić?”. Trzy razy musiałem powtórzyć sobie to pytanie w mojej bani zanim zrozumiałem że pyta mnie o to czy chlałem. No chlałem… i jakoś mimowolnie „Something stupid” Sinatry na myśl przyszło.

- ależ skąd Panie Dyrektorze. („Liar, Liar”, The Castaways)
- to dobrze. czy wie Pan po co się spotkaliśmy?
„ależ skąd Panie Dyrektorze” – pomyślałem, jednak miałem na tyle zdrowego rozsądku by odpowiedzieć:
- ależ jak najbardziej. Przyszedłem z Panem porozmawiać w sprawie oferty pracy.
- świetnie. Zanim zaczniemy rozmawiać – chciałem zwrócić uwagę na to że nie akceptuję picia alkoholu w pracy. Nie wnikam czy pan teraz pił, czy nie, pana sprawa, ale w pracy jest absolutny zakaz. Media podchwycą i moja głowa wyląduje u Adamowicza. Czy to jasne?
W głowie „Dream, baby” Roya Orbisona. Ha, pewnie że będę chlał.
- jak najbardziej jasne. Zero picia. – grzeczność polityczna wciąż we mnie była silna.
- może mi pan opisać historię rozwoju zegarmistrzostwa w okresie zaborów? chcę poznać Pana kompetencje.
Nie wiem co miało wspólnego poczucie humoru z moją potencjalną fuchą, bo jak widać Dyrektor, zadając to pytanie, dawał mi dyskretne znaki iż wielbi absurdalny humor Monthy Python’a.

- Tak! Czas zaborów! Joe Leblanc został zegarmistrzem wagi ciężkiej federacji „HW”, czyli Hand Watches w 1817! To było sławetne zwycięstwo! – wypaliłem
- Przepraszam… chyba oczekiwałem mniej odrealnionej odpowiedzi – uśmiechnął się
Hmm.. jeśli to nie był Monthy Python, to może on oczekiwał bardziej Woody’ego Allena?
- Szczerze? Zegarmistrzostwo rozwala mnie emocjonalnie. Mój psychoanalityk to swoisty zegarmistrz – za 15 minut rozmowy liczy jak za godzinę. Sekundy liczy z niemiecką precyzją. A do tego jest zaborczy.
„Ha, ha” – pomyślałem.
„Ha, ha” – mógłby pomyśleć Dyrektor, ale zamiast tego powiedział:
- nie wiem jak pan, ale ja jestem jak najbardziej poważny. I Pana stanowisko wymaga powagi. Czy pan wie cokolwiek na temat zegarmistrzostwa? Czy Pan w ogóle wie o jakie stanowisko i w jakim miejscu się ubiega?

Czy on ma mnie za głupka?
- Czy Pan mnie ma za głupka? – powtórzyłem myśl – „tsss, chyba za ostro” – pomyślałem
- Proszę się nie denerwować. Sprawdzam tylko pańską wiedzę. To dość odpowiedzialne stanowisko.

„I want to talk about you” Coltrane’a mu się zachciało. Po moim trupie. Co, że ja niby w kamerkę nie umiem patrzeć? Że ja upośledzony? Specjalnie chciał mnie poniżyć! Skurwiel! Pasożytnicza świnia!
- a wal się ty stary chamie! – odpaliłem i w błyskawicznym tempie ulotniłem się z miejsca zdarzenia. A idąc szybkim tempem znowu poczułem „On the road again”.

Tydzień później dowiedziałem się że chodziło o stanowisko kuratora muzeum, a znajomy siedzący w kulturze, dla absurdalnego żartu, wystawił moją kandydaturę wraz z fałszywymi referencjami. Mnie, starego pijaka.

„Ha, ha” – pomyślałem.
„Ha, ha” – pomyśleli Led Zeppelin i zagrali mi „Fool In The Rain”

Disclaimer: nie znam Pana Dyrektora Muzeum Historycznego Miasta Gdańska (którego Muzeum Zegarów Wieżowych jest częścią), ale mam o nim jak najlepsze mniemanie. Fotografia: z kolekcji „Arthur Leipzig: Growing Up In New York”

Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »

Tres bien!

dodany 23 września 2010 przez cziko

Band of the day: Tres B.

To oni:
tbien.jpg

Osiedleni w Holandii Polka (Misia Furtak), Duńczyk i Amerykanin. Trzeba posłuchać bo niedawno wydali płytę („The Other Hand”). Bardziej to alternatywny rock niż mainstramowy pop, za co tym bardziej ich można cenić.

Misia made in Poland.

Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »

Kocham mango Gdynię

dodany 22 września 2010 przez cziko

Fuck yeah Tyler Durden. A do tego meble z Ikei. Yes, you heard me. Chodzę do drogiego fryzjera. I kocham kapitalizm.

A teraz…
Read the rest of this entry »

Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »

Bob Dylan do mnie!

dodany 7 września 2010 przez cziko

bobby1.jpg Bob Dylan do mnie! Dałeś ciała, dałeś dupy!

Piosenka zajebista jak stado słoni na Manhattanie, a ty to wypuściłeś ot tak ! Sto innych ludzi wykorzystało! Amatorów, cieniasów, szarpidrutów! I co? no co co? kto pamięta że to ty napisałeś? że ty własnymi rękoma te emocje na papier… że co? dziedzictwo? kultura? że ludzie pamiętają? że słowa się liczą? ty mi tu nie pierdol Dylan, a marketing co? o kant dupy rozbić?

Miałeś się mnie pytać o zgodę! Licencje, prawa autorskie, kasa nam ucieka Bob! Inni na tym zarabiają, łapią kontrakty, wydają płyty. Ale nieee, niejaki Bob Dylan to woli sobie k… pośpiewać o wietrze co sobie dmucha.
Read the rest of this entry »

Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »

everything you touch

dodany 28 sierpnia 2010 przez cziko

Jakiś czas temu odpadła rączka od szafki pod zlewem, gdy chciałem wyrzucić śmieci.

Destroy everything you touch today
Destroy me this way ” – powiedziała rączka przed oderwaniem. to przypomniało mi pewna piosenkę.

Ladytron – Destroy Everything You Touch

Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »

Elvis Presley – psychoterapeuta dekady

dodany 18 sierpnia 2010 przez cziko

psychiatrist.jpgMasz problemy w związku? Nie układa Ci się? Jest na to rada!
Jesteś zazdrosny? Nie wiesz co robi Twój partner? Wszystko się ułoży!
Za dużo się onanizujesz? Zwiędło coś co było żywe i silne? Jest sposób!
Jesteś gruby i nikt Cię nie kocha? Na wszystko jest rozwiązanie!

Tak, Elvis Presley wie co Cię trapi. On wie czego potrzebujesz. Wybierz odpowiednią piosenkę i wszystkie problemu znikną w mgnieniu oka!

Dziś na przykład jestem zazdrosny!
Elvis mówi: „we can’t build our dreams, on suspicius minds”

Damn… I think he’s right! Thank u Elvis! I will change my life! i won’t be suspicius, becouse it’s so stupid!
Elvis otwiera oczy.

Elvis Presley – „Suspicious Minds”

Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »

Cold War

dodany 6 sierpnia 2010 przez cziko

cry.jpg Jeśli lubisz Skye Edwards z Morcheeby lub Erykę Badu, pokochasz Janelle Monae. Piosenkarkę oscylującą wokół trip-hopu, r&b, afro-funku. Ahhhh, te bity soulowe. Jej myspace sprawia że głowa czuje rytm. że serce czuje rytm. że noga czuje rytm. com’n and make the dancin’ revolution. Wystarczy posłuchać pierwszy z rzędu „Tightrope”.

Dziś wyszedł teledysk do „Cold War”, premierowo na pitchfork.tv. Dobry breakujący beat robi swoje. Nie wiem jak bardzo w teledysku reżyser wzorował się na legendarnym „Nothing compares 2 you”, ale w płaczu i bólu O’Connor nie ma sobie równych. To machanie rączkami przez Janelle nie dodaje jakoś emocji.

Porównując obie piosenki emocjonalnie: Sinnead O’connor jest dobra na smutek. Na wyciszenie się, na płacz, na pogodzenie z losem. Janelle Monae to wściekłość, bunt, wojna… zimna bo zimna… ale wojna. No po prostu jest dobra na wkurw, co tu dużo mówić! Polecam wyciszonym dziewczynom, które właśnie przeżywają rozstanie. Odłóżcie smutne ballady! Pokażcie draniowi na co was stać. Czas wysłać pełnego przekleństw smsa!

Obejrzyj teledysk i ostrz nóż kuchenny.

Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »

« Poprzednie wpisy