dodany 27 kwietnia 2008 przez cziko
Niedziela to wcale nie dzień stagnacji i nic nie robienia. Wbrew nazwie. (nazwa nawiązuje do obowiązku powstrzymania się od pracy, który w średniowieczu uważano za ważny wyznacznik niedzieli i pochodzi od prasłowiańskiego ne dělatĭ ‛nie działać, nie pracować’)
Czas na rower, grilla, basen, kręgle, sushi, cokolwiek. Zatem ja spadam, ale zostawiam klimatyczne „Tender” Blura z płyty „13″.
Love’s the greatest thing that we have!
Read the rest of this entry »
Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »
dodany 20 kwietnia 2008 przez cziko
Pojawiło się coś niesamowitego na rynku muzycznym. Z jednej strony, Robert Brylewski (grał w zespołach Izrael, Armia czy Kryzys), obecnie znawca i popularyzator polskiej muzyki niezależnej pisze „Ta płyta pokazuje wszystkim polskim indiedzieciakom, jak mogliby grać, gdyby mieli trochę więcej wyobraźni i odwagi, by wychylić się przed odrysowany od linijki szereg”. Z drugiej strony, ta sama niezależna płyta właśnie jest na drugim miejscu najlepiej sprzedających się albumów sieci Empik. Z jednej strony o Czesławie Mozilu jeszcze miesiąc temu mało kto słyszał, a z drugiej Kasia Nosowska pisze o nim: „Cześć i sława dla Czesława! Nie pamiętam jak było nim się pojawił”.
Read the rest of this entry »
Dodane w song-for-today | 1 komentarz »
dodany 18 kwietnia 2008 przez cziko
Muzyka może mieć zapach, tak jak potrawa. Inaczej pachnie tradycyjna muzyka Japonii (powiedziałbym że wiśnią bądź lawendą), inaczej „Requiem” Mozarta (kadzidłem), a inaczej z kolei Sepultura (np. benzyną).
Muzyka poznańskiej grupy Orchid zdecydowanie pachnie wanilią, i to nie tylko dlatego że wanilia i orchidea należą do tej samej rodziny kwiatów. Wanilia dysponuje aromatem bardzo intensywnym, ale przyjemnym. Jednak nie wszystko co pachnie wanilią ma szlachetne źródła.
Read the rest of this entry »
Dodane w polisz indie | Brak komentarzy »
dodany 14 kwietnia 2008 przez cziko
Znane są już pierwsze zagraniczne gwiazdy festiwalu w Jarocinie. Jedną z nich jest Brett Anderson, który obecnie działa solowo, jednak sławę przyniosły mu występy wraz z grupą Suede, we wczesnych latach 90-tych. Ponieważ pierwsza połowa ostatniej dekady XX wieku to mój ulubiony okres w muzyce, nie mogłem się oprzeć by nie zapuścić na limonce jakiegoś kawałka Suede.
Dziwny jest głos Bretta, nieco dziewczęcy, z charakterystycznym załamaniem – do tego jego styl ubierania i fryzura zwłaszcza na początku kariery mocno przypominały popartowe środowisko skupione wokół Andy’ego Warhola – makijaż, włosy ulizane do policzka, kolczyk w uchu… Także teledyski (chociażby znany Trash) przesiąknięte są zapachem awangardy poprzez swoje mocne przestylizowanie.
Read the rest of this entry »
Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »
dodany 8 kwietnia 2008 przez cziko
Męczę się kiedy zaczynam
To słabość chwilowa, zaczynam od nowa
Nie mogę wytrzymać kiedy męczysz mnie
Męczę się
To samo od nowa, To słabość chwilowa
kolejny raz dzisiaj z tobą męczę się
Dopada dopada kiedy dopada
To minie to minie
Kiedy męczę się kiedy męczę
To słabość chwilowa, zaczynam od nowa
Nie mogę wytrzymać kiedy męczysz mnie
Męczę się
Kiedy męczę się kiedy męczę
Kiedy zaczynam zaczynam
Kiedy to minie to minie, mi minie mi minie
Kiedy dopada od nowa, kiedy zaczynam, to słabość chwilowa
Wow, ostro jak na wtorek – to słowa piosenki „Słabość chwilowa” zespołu Pustki, który ostatnio zdążył się wylansować (w zeszłym roku grał nawet na open’erze). Polisz indie w natarciu!
Read the rest of this entry »
Dodane w polisz indie | Brak komentarzy »
dodany 2 kwietnia 2008 przez cziko
Zwykle zaczyna się małym beforkiem. Akademik lub domówka. Raczej przychodzi się z piwkiem, winko również mile widziane. W czasie imprezy dyskusje dotyczą zarówno stanu zaśnieżenia stoków w Alpach, jak i kosztu tajlandzkich prostytutek, potem często befor kończy się chaotycznym rozlewaniem drinków, dopijaniem z butli i pospiesznym zamykaniem kompa (z którego leciała playlista dowolnie edytowana przez gości).
- ej, no już 23 jest, spadamy! do Sfina! – krzyczy Jesiot – kto nie dopił niech weźmie ze sobą!.
Słychać śmiech i wesołe podrygi.
- yyea, kaman!
Ekipa wychodzi na miasto. Okazuje się że większość wzięła alkohol ze sobą.
- daj brzdyla – mówi Kafa, biorąc butelkę Fresco od Szafy – beka, chyba się upiję. Let the world go fuckin’ round.
Grupa naturalnie rozdziela się na grupki.
- Nie zapierdalajcie tam tak z przodu! – krzyczy Dżamal.
Wszyscy mają doskonałe humory. Mimo że jest koniec marca, to monciak w Sopocie zapełniony, głównie ludźmi spieszącymi na bibę.
- jebany Sopot, wszystko w budowie. – mruczy Szafa – dobrze że Sfina jeszcze nie rozjebali.
Wszyscy wchodzą do Sfinksa (po odpowiedniej selekcji i przeczekaniu). Słychać coś jakby lata 70′te.
- let’s get the party started! – woła Kafa..
Tak zaczyna się nowy album Moby’ego, „Last Night”, którego premiera była wczoraj – rozpoczyna się imprezowym kataklizmem. Jest funky i groovy. Trwa impreza. Trwa szaleństwo przez ponad połowę albumu, potem nadchodzi lekkie zmęczenie i zaczyna się chillout, jak w typową sobotnią noc. Nad ranem wraca się do domu i puszcza ambienty podczas wschodu słońca. Jest to jeden z najlepszych koncepcyjnych albumów Moby’ego. Utwór „Everyday It’s 1989″ przypomina stare dobre „Go” Moby’ego, kiedy jeszcze nikt go nie znał, a mimo to muzyka porywała.
Read the rest of this entry »
Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »