come

dodany 30 maja 2010 przez cziko

sinatra.jpg

Piosenki Franka Sinatry można rozumieć na różny pokrętny sposób. Przy jego utworach życie staje się musicalem a problemy stają się co najwyżej jakąś śmieszną farsą. Zwłaszcza gdy w głowie buzuje alkohol. Przy Franku Sinatrze czynność picia na umór staje się symbolem, nabiera więcej sensu i znaczenia. Sinatra jest takiego picia nawet niezłym usprawiedliwieniem. To już nie jest prymitywne zachlewanie pały. To bardziej, niczym w utworach Pilcha, proces szlachetnej utraty świadomości. Pijackie mamrotanie staje się ciekawą dywagacją.

„Shh, ww..iesz..hyp.. jest taki bar w Bombaju… pojedźmy tam! polećmy! albo do.. hyp.. do Peru! tam są lamy! i jednoosobowy zespół zagra.. hyp.. Tobie na peruwiańskiej fletni”

U Franka Sinatry to samo brzmi:

„Come fly with me, let’s fly, let’s fly away If you can use some exotic booze, there’s a bar in far Bombay. Come fly with me, let’s float down to Peru. In llama land there’s a one-man band. And he’ll toot his flute for you”

Let’s fly away. Come fly with me.

Ps. czemu frank sinatra zawsze patrzy w prawo??? Read the rest of this entry »

Dodane w song-for-today | 1 komentarz »

i

dodany 27 maja 2010 przez cziko

Taka historia mogła zdarzyć się tylko raz.

lisa.jpg Lisa Loeb była dość nieśmiała dziewczyną, głównie ze względu na dość konserwatywne wychowanie. Rodzice posłali ją do prywatnej szkoły w Dallas tylko dla dziewcząt. Skończyła literaturę porównawczą na Uniwersytecie Browna w Providence. Tam z kumpelą, Elizabeth Mitchells, założyła zespół, o dość prostej nazwie Liz and Lisa. Po studiach ich drogi się rozeszły, ale Lisa nie przestała pisać utworów. Zamieszkała w Nowym Jorku. Przy pomocy swojego przyjaciela i współlokatora, Juana Patiño, nagrała na kasetę kilka swoich kompozycji w mieszkaniu na 52 Ulicy. Nazwali ją „purpurową kasetą”. W tym czasie też nagrywała demo z Kevinem Salemem by spróbować wysłać ją do wytwórni. Grała także w kilku pubach i klubach. Chodziła na zajęcia teatralne.
Read the rest of this entry »

Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »

Gdy

dodany 23 maja 2010 przez cziko

flood.jpg
Nie dziwię się że starożytni oddawali chwałę czterem żywiołom: ziemi, powietrzu, wodzie i ogniu. Wystarczy chwila by każdy z nich obrócił wszystko co masz w pył. Kiedyś widziałem pożar i małżeństwo, które widziało swój płonący dobytek. Dewastujące doświadczenie. O emocjonalnej sile każdej większej klęski żywiołowej świadczy fakt że od razu powstają utwory je opisujące (kto nie słyszał „Mojej i Twojej nadziei” Heya i przyjaciół, napisanej po powodzi 1997 roku?).

70 lat wcześniej. Stan Louisiana. Wielka powódź Missisipi. Największa w historii USA. Ginie 246 osób. Rok później Joe McCoy pisze piosenkę „When the Levee Breaks” („Kiedy wały puszczają”)

If it keeps on raining levee’s going to break
When the levee breaks have no place to stay
Mean old levee taught me to weep and moan

Blues. Ain’t no better music for lost of hope. Po huraganie Katrina, Spike Lee nakręcił film dokumnatalny „When the Levees Broke”, odnosząc się do piosenki McCoya.

Niesamowite ile po drodze może zniszczyć nawet taka rzeka Wisła (która przy Missisipi jest karzełkiem). Zagrożenie dla Warszawy raczej mija, ale jeśli ktoś chciałby zobaczyć jak mogłaby wyglądać kulminacyjna fala powodziowa w centrum miasta, niech obejrzy „Delfin’s Cry” zespołu Live:
Read the rest of this entry »

Dodane w song-for-today | 1 komentarz »