Najbardziej Frapujący Film na świecie.
dodany 28 lipca 2010 przez czikoJerzemu Pilchowi dedykuję. I Magdzie Mariannie.
Słowo ‘frapujący’ wywołało we mnie pewne zaciekawienie.
Poznałem niedawno na imprezie Najbardziej Frapującego Człowieka na świecie. W zasadzie nie miał w sobie jakichkolwiek cech szczególnych. Ale przez swoje milczenie, które przez kontrast z krzykami całej reszty uczestników prywatki, (pozwolę sobie imprezę po staroświecku nazwać) wydawał się paradoksalnie krzyczeć w sposób kompletnie nie do ogarnięcia zmysłem słuchu.
Przeszedłem do kuchni, postawiłem swoją opróżnioną szklankę, wyjąłem drugą znad zlewu (oto swoista esencja kuchni jako bytu, zdefiniowałbym kuchnię jako ‘suszarkę do naczyń w ścisłym powiązaniu ze zlewem’). Napełniłem obie Żołądkową Gorzką i dopełniłem Spritem. Podszedłem do Najbardziej Frapującego Człowieka na świecie, „Drinka?” zapytałem. „Nie pijam” odpowiedział, co zafrapowało mnie jeszcze bardziej – a by nie wyjść na kompletnego głupka co to drinki robi obcym osobom, szybkim haustem opróżniłem jedną szklankę odłożywszy ją, po tej ekspresowej czynności, gdzie bądź.
To był idealnie frapujący człowiek. Zapytawszy czym się zajmuje, odpowiedział że nie może odpowiedzieć, ale że ma to związek z rozwojem kinematografii w Ameryce Południowej. Zafrapowanie moje sięgnęło zenitu. Wyobraźcie sobie Newtona siedzącego pod drzewem. Tak był zafrapowany grawitacją, że jego głowa.. ba, lewa półkula mózgu w istocie, wyrwała jabłko z gałęzi, siłą swego zafrapowania.
W moim wypadku obie moje półkule były zafrapowane, więc nie dziwota że alkohol przyciągałem ze zdwojoną siłą. Poszukiwałem swego jabłka Newtona, które w jednej sekundzie olśniłoby mnie i pozwoliło opracować wzór nie tyle na siłę grawitacji, co na Najbardziej Frapującego Człowieka na świecie. „Jesteś aktorem?” zapytałem. „Nie” usłyszałem odpowiedź. Podbijał stawkę zafrapowania. Czułem że alkohol w zwolnionym tempie zbliża się ku mej głowie prosto z Drzewa Poznania. W końcu do głowy uderzy i poznam sens wszechświata i Najbardziej Frapującego Człowieka.
- Nakręciłem niedawno film – powiedział nagle, gdy mój brak koncepcji na następne pytanie kazał mi oglądać szklankę wraz z każdym jej graficznym aspektem (chciałem przez to w sposób niewerbalny powiedzieć do Najbardziej Frapującego Człowieka na świecie: „twoje krótkie odpowiedzi są oznaką ignorancji, ale nie przejmuję się tym, bo zawsze mogę porozmawiać z moją szklanką”. Nie sądzę jednak że było to prawidłowo odczytane).
- Doprawdy? – zapytałem, co było genialnym posunięciem. W słowie tym mogło kryć się faktyczne zaciekawienie (pozwalające na dalszą rozmowę), jak i zaszyty sarkazm (kończący rozmowę bez krzty zażenowania). Wszystko zależało teraz od jego ruchu. To był szach godny mistrzów.
- Tak – odpowiedział, na co nie miałem natychmiastowej riposty. Na szach odpowiedział szachem.
- Ja też kiedyś nakręciłem film – powiedziałem, co było tylko marnym rozwlekaniem werbalnej partii gry, ponieważ po pierwsze nie nakręciłem nigdy żadnego filmu, a po drugie wiedziałem że to w żaden sposób nie zafrapuje Najbardziej Frapującego Człowieka na świecie.
- Ale nie mogę nikomu go pokazać – dodał, nie zważając na moje słowa. Zafrapowany padłem na łopatki. Dobity Najbardziej Frapującym Filmem na świecie.
- Więc po jaką cholerę go nakręciłeś? – zaatakowałem nagle w akcie desperacji. To pytanie mnie samego zaskoczyło. Nieprzewidywalny Mr. Hyde wkroczył do gry. Dr Jekyll odpłynął tratwą nieporadności.
- Przeznaczenie kazało mi to zrobić, instynkt, siła życiowa, człowieczeństwo, własne sumienie…. – powiedział z zamyśleniem. Jego odpowiedź wydawała się być perfekcyjna. Jego motywacja idealna. Najbardziej Frapujący Film na świecie zaiste musiał być arcydziełem.
- Więc czemu nie możesz go pokazać? – atakowałem dalej w amoku – To czysto ludzkie aspekty, więc myślę że warto pokazać go ludziom.
Mówiąc to nie miałem na myśli by pokazał go wszystkim ludziom. Prawdę mówiąc miałem na myśli tylko siebie. Nagle zdałem sobie sprawę że mogę być jedynym człowiekiem na ziemi (poza Najbardziej Frapującym Człowiekiem), który kiedykolwiek obejrzał Najbardziej Frapujący Film na świecie. Arcydzieło godne „Giocondy” tylko dla moich oczu.
- Ludzie nie są gotowi – odpowiedział – Przepraszam, muszę już iść – dodał, zostawiając mnie i nokautując kompletnie. Tak samo zapewne czuł się Kasparow pokonany przez komputer. Smak Żołądkowej Gorzkiej zmieszał się z goryczą porażki. Najbardziej śmiertelny drink sączył się w moje żyły. Nie zobaczyć nigdy Giocondy… oto ból najwyższy.
- o poznałeś Michaela? – podszedł nagle jeden z moich dalszych znajomych, będący recenzentem filmowym. Moja porażka sparaliżowała mnie intelektualnie, więc nie odpowiedziałem na pytanie nawet prostym ‘tak’ lub ‘jakiego Michaela?’. Stałem i wpatrywałem się znowu w szklankę.
- oglądałem jego ostatni film – dodał dalszy znajomy bez krzty poruszenia. Spojrzałem na niego niemymi oczyma. Był chudy, barki trzymał wysoko, i miał na sobie sweter w serek. Taki ktoś jak on oglądał Najbardziej Frapujący Film na świecie?
O Temido, bogini sprawiedliwości, w istocie musisz być ślepą! A twa waga? Jeśli tak mierzysz sprawiedliwość to mniemam że powstała Fabryce Wag Uchylnych w Lublinie na zlecenie aparatczyków komunistycznych. Uleciała gdzieś sprawiedliwość. Mężczyźni w serek dostępują zaszczytów ponadziemskich.
Złapałem nagłą depresję. Byłem nikim. Nagle moje przeżycia stały się niczym. Bo czymże mogły być jeśli nie oglądałem najbardziej Frapującego Filmu na świecie, a oglądał je Pan Nikt?
- O czym był ten film? – zapytałem by chociaż w jednym procencie uleczyć me zafrapowanie. By dobić się opowieścią o Arcydziele. O wspaniałej Historii. O ujęciach Filmu tak doskonałych że wprawiających w śmierć z poruszenia.
- Michael kręci filmy porno w Ameryce Południowej. Ale każdy jego film to wyjątkowe gówno. Rzygać się chce. Mówię ci. Takie słabe.
Zamilkłem. Tak oto skończyła się historia Najbardziej Frapującego Człowieka na świecie i jego Najbardziej Frapującego Filmu. Newtonowskie jabłko spadło na mój łeb uszkodziwszy doszczętnie mózg. Przepraszam wszystkich bardzo, ale wzoru nie będzie.

Ilustration by Luke Bott
The Smiths – There is a light that never goes out
Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »
