Wieczór z Latin Playboys
dodany 11 października 2010 przez cziko
Latin Playboys – Manifold De Amour
Mam 35 lat, doktorat z nadprzewodnictwa i dziś wróciłem z udanego odczytu w Toronto. Jeszcze na jet-lagu, ale wciąż pełen energii, miałem ochotę to opić. Piękną jesienną porą, przy zapalonych świecach i perfekcyjnie czystych kieliszkach chciałem na starym odtwarzaczu Grundiga puścić Duke’a Ellingtona.
W zasadzie wszystkie rekwizyty przedstawienia, którego chciałem być reżyserem, miałem już w zanadrzu. Wiedziałem że muszę się jeszcze przemóc w jednej kwestii… hmm… dziś w wyszukiwarce pierwszy raz wpisałem „domy publiczne w trójmieście”…
Błogosławcie tryb incognito w przeglądarce! Wydawałoby się że temat jasny i jednoznaczny – jestem sam, nie jestem już dzieckiem i mam ochotę dziś w nocy otworzyć najdroższe wino (Chateau Haut Brion, ponad dwa klocki, syna się nie doczekałem więc otwieram dzisiaj) i spędzić z kimś noc, nie oglądając „Szklanej pułapki” w telewizji z ręką w gaciach.
„Podyskutujmy o przestrzeni publicznej w Gdańsku” – tytuł pierwszego linku mówi mi że prostytutki w trójmieście to nie jest popularny temat. Jak tryb incognito to tryb incognito. Po przeklikaniu (przeklinaniu) kilku pierwszych stron trafiłem na stronę z anonsami. Przynajmniej jakiś trop. Porucznik Columbo łypie na mnie z holywoodzkich zaświatów z uznaniem.
Nie pomnę na opisy niewiast – kulturalnego człowieka nie będę męczył lingwistycznym szambem (jeśli to któraś z pań, właśnie czyta, proszę o wybaczenie i chylę czoła – piętnaście wieków rozwoju naszego ojczystego języka wystrzelić w niebyt i posługiwać się jedynie czterema słowami – tego w szkołach nie uczą (chyba?) – i warto docenić). Aż trafiłem na jedno piękne nie-szambo. Było o Dostojewskim, był fragment liryki Baczyńskiego, było o sile rozumu, było o błędnych ścieżkach wytyczonych sercem. Ach, mon amour!
„Aby otrzymać kontakt, wyślij sms na numer ….” koszt 19 zł, pal to licho. Dostaję jej numer telefonu, gg i skype. Pełna profeska. Dzwonię. Cisza. Jeszcze raz. Cisza. Hmm.. poczekam. Na Wikipedii odświeżam pamięć o Dostojewskim. Wyrywkowo czytam Baczyńskiego. Z półki ściągam „Krytykę czystego rozumu” Kanta i czytam co piętnasty akapit co trzydziestej strony. Jestem podekscytowany zdaniem „Lecz wszelkie próby by o nich przy pomocy pojęć orzec coś, co by rozszerzyło poznanie nasze, obracały się przy tym założeniu wniwecz„. Włączam telewizję i wsadzam rękę w gacie.
Po 23 dostaję smsa „sms proszę, Natalka”. Ach, to ona! Odpowiadam: „Chciałbym się z Panią spotkać…” – kurwa, jak to wieśniacko brzmi, ale co tam, wysyłam. „Ma pan czas w poniedziałek?”. Hmm.. dziś czwartek, wytrzymam do poniedziałku? „tak, jak najbardziej”… Odpowiedzi nie dostałem. Znowu włączyłem telewizję, obejrzałem 997 na dwójce (bez ręki w gaciach) i poszedłem spać.
Podczas weekendu wysprzątałem mieszkanie. Porozrzucałem niby bezładnie „Playboya”, „Zwierciadło”, „Logo” i „Wysokie Obcasy” żeby pokazać iż umysł mój chłonny. W poniedziałek miałem zajść na uczelnię, ale przełożyłem wszystko na wtorek. W poniedziałek czekałem. O 16 napisała smsa „Proszę podać adres, będę o 19″. Uśmiechnąłem się do siebie i odpisałem. Czekałem, zastanawiając się czy nie obejrzeć „Pretty woman”, ale potem pomyślałem że i tak nigdy nie będę Richardem Gerem.
O 18 panika. Zapalam świeczki, sprawdzam wino, pięć razy przebieram bokserki i upewniam się że prezerwatywy są na swoim miejscu. Pod ręką telefon do pizzerii, a w lodówce nugettsy i mrożone canelloni. W barku każdy możliwy rodzaj alkoholu, w lodówce woda gazowana, niegazowana, cola, sprite, sok pomarańczowy i porzeczkowy. Na sobie mam Diore homme Sport, bo Jude Law mnie przekonał w reklamie. W szafie pięć czystych prześcieradeł, w razie czego, jakby mi kazała zmieniać w ciągu nocy. 18:33. Czekam.
O 19:17 domofon. „Cześć, jestem”. „Trzecie piętro”. Zostawiam otwarte drzwi wejściowe, włączam Duke’a Ellingtona, szukam ulubionego utworu, słyszę pukanie i mówię „wejść!”, szukam dalej. Znalazłem!
Duke Ellington – It don’t mean a thing
„Ja się tylko rozejrzę” – słyszę męski głos. I widze jak dwóch osiłków wchodzi do mojego mieszkania.
- Hej, hej, panowie, co jest?
- to pan zamawiał Natalkę?
- nooooo… tak.
- ok, rozejrzymy się tylko czy nie jestes psychol. Zasady pan zna: my siedzimy na dole pan robi swoje. Płatnośc z góry, 600 zł proszę.
Zapłaciłem. Weszli do kuchni, jeden powąchał wino, drugi podotykał ręczników, rozejrzał się po pokoju i wyszli oboje. Jeźdźcy apokalipsy.
Wtedy weszła Natalia.
Latin Playboys – Chinese Surprise
- czeeeść – powiedziała zalotnie i poprawiła włosy. Nie byłem pewien czy dziewczyna ze zdjęć wyglądała podobnie, tamta wydawała się szczuplejsza. Ale co tam.
- cześć Natalio, miło że jesteś. Jesteś głodna?
- hihihihih, nie, no co ty.
- hm, spoko, tak tylko pytam – uśmiechnąłem się – czego się napijesz?
- hihihi, a co masz?
Gdy wymieniłem wszystko:
- ale super, porzeczkowy! chcę!
Zaprosiłem ją do pokoju. Otworzyłem Chateau Haut Brion (czułem jak dwa tysiące złotych spływa mi po nogawce) i nalałem jej lapmpkę.
- hihi, głuptasie, nie lubię wina.
- przepraszam za to uchybienie – uśmiecham się – ale czyż uchybieniem nie była zbrodnia Raskolnikova? czasem uchybienie staje się sensem naszego życia…
Natalia spogląda na mnie jak na psychola.
- Przepraszam – mówię- Moją pasją jest literatura Dostojewskiego.
- aaa, też czytałam! podoba ci się „samotność w sieci”?
- ale „Samotność w sieci” pisał Wiśniewski…?
- hihi, no tak, o ja, powaliło mi się! to może nalej mi wina! O jezuuuu, ale ty masz dużo książek!
- trochę się nazebrało, znasz Baczyńskiego?
- no co tyyyy. też go znasz?
- może bez przesady, ale znam kilka wierszy
- beka! a znasz starszego Maćka czy młodszego Piotra?
- wydawało mi się że ma na imię Krzysiek Kamil
- a to nie. to pewnie z innego technikum.
Wypiłem duszkiem ćwierć litra wódki. „Jebać to” – pomyślałem, a słowa te nabrały dość literalnego sensu wobec tej dziewczyny. Pogadaliśmy jeszcze chwilę o samochodach, a ja wypiłem jeszcze dwie lampki wina, z której każda była warta 100 zł. Potem ciągnąłem Chateau Haut Brion prosto z gwinta, a Natalia pomagała mi pić, przechylając butelkę gdy miałem ją w ustach. Potem brutalnie pchnęła mnie na łóżko.
- uu, podoba mi się – powiedziałem, ale wtedy trzepnęła mnie w pysk.
- pij – powiedziała.
Piłem. Zamknąłem oczy i pomyślałem że dobrze ją mieć przy sobie.
Nie wiem kiedy, ale zauważyłem, że jej ciosy w mój policzek stały się mocniejsze.
- uspokój się – powiedziałem i otworzyłem oczy, ale zamiast Natalii, widziałem tylko twarz dresiarza, który właśnie w tej chwili trzepnął mnie w mordę
- uspokój się, kurwa – powiedział. Widziałem jak Natalia wynosi mój telewizor. Krzyknąłem i dostałem tak że zasnąłem znowu snem sprawiedliwego…. Widziałem jedynie resztką świadomości że łysy pije moje Chateau… Chuj jeden.
Latin Playboys – Forever Night Shade Mary
Dodane w song-for-today | Brak komentarzy »
